Śnieg
Lubię mieć ciepłe buty i chodzić po śniegu. Słyszeć jak chrupie pod nogami, jak zapada się pod ciężarem ciała. Gdy śnieg mięknie, to trochę jakbym zapadała się w nim. Trochę jakby otulał moje serce. Jakby szeptał mi, że zima wcale nie jest straszna. Że zaspy były tylko w czasach mojego dzieciństwa. Że uczucie obezwładniającego chłodu już nigdy nie wróci. Że już nie będę czuć się zamrożona w ciele, że lód nie skuje mi gardła i odbierze głosu.
Lubię wspomnienie ognisk wigilijnych. I tych Noworocznych. Dobrze wspominam też te z okazji zakończenia karnawału. Te były szczególne - proczka, święto wybaczenia, gdy jedni prosili o rozgrzeszenie a inni niczym święte duchy je udzielały. Jeden, no może dwa dni w roku, gdy spokój był ważniejszy od wszystkiego - nawet od poczucia strachu, od fizycznego głodu, smutku a przede wszystkim od gniewu.
Proczka smakowała gotowaną pszenicą z orzechami, słodką od miodu i pachnącą cynamonem, baklawą oblepiającą palce i osładzającej nawet najsmutniejsze serca, chrupiącymi, słonymi skwarkami i kaszkawałem, czerwonym niczym lawa ajwarem i miękkimi drożdżowym bułeczkami, kiflami, posypanymi sezamem.
Ogniska pamiętam, bo nie rozumiałam czemu chłopcom wolno było przez nie przeskakiwać, a dziewczynki mogły dokładać tylko dębowych gałązek. Pamiętam dźwięk pękającego w ogniu drewna i zapach - ognia, wilgotnego skopskiego powietrza i rakiji pijanej w okol ogniska przez dorosłych. Tańce, wycie gajd i grzmoty tapanów przeszywały serce i budziły dzikość - taką w której zapomina się o nieśmiałości, niewinności i tym wszystkim, co na codzień każe siedzieć cicho i pod najmniejszym pozorem nie zwracać na siebie uwagę.
Tej umiejetność bogowie mi poskąpiły. A może odebrali mi ją wraz z 10 urodzinam?
Komentarze
Prześlij komentarz