Słodki
Chyba byłam kimś naprawdę złym w poprzednim życiu, bo w tym ciągle czuje się wystawiana na próbę. A może gdy moja dusza przychodziła na ziemię bogom się nudziło, zapragnęli igrzysk i ot, ja, miałam stać się wojowniczką na arenie. Uwiera mnie ta myśl i smuci, bo wcale nie lubię walczyć. Nie podoba mi się trwanie w ciągłym napięciu, ciągłe wypatrywanie zagrożeń. Nie lubię nosić zbroi, lecz chyba ta została zespawaną z moją duszą.
Mojemu sercu nie po drodze z nią. Buntuje się i wyrywa, chce uciec. Rozum tymczasem osadza mnie w przypisanej roli: masz trwać, być nieugięta, nieustraszona, dawać radę i nigdy nie okazywać strachu. Bo gdy twoje strachy, gdy demony zauważą zawahanie, poczują zapach zwątpienia, wtedy już po tobie. Nie masz prawa chylić głowy, ani spuszczać wzrok, nie wolno ci czuć lęku a przede wszystkim pod żadnym pozorem nie opuszczaj gardy. Nigdy nie przestawi być czujna - wtedy przeżyjesz: któryś z bogów stanie się twoim patronem, będzie podsycał twój gniew i rozpalał namiętności, a ty będziesz trwać.
Marna to wizja dla dziecka, dziewczynki, okrutna dla młodej kobiety, przerażająca dla matki. Bo bycie wojowniczką to wieczna niepewność, niespełnione marzenia i taniec ze śmiercią, której zupełnie nie pragnę, w która jest ciągle nad moim ramieniem.
Tańczy ze mną, gra w berka, tuli do snu. Budzi wątpliwości i karmi się moim smutkiem, gniewem i pożądaniem.
Nie lubię słonego smaku, wolę słodki, bo ten pierwszy zbyt mocno kojarzy mi się z łzami. Słodki natomiast smakuje morelami dojrzewającymi w palącym słońcu skopskiego ogrodu babci. Jedynego miejsca, gdzie wolno mi było być zwyczajnym dzieckiem. Słodkie były też lipcowe jeżyny, wabiące zapachem motyle i farbujące na czarno usta. I zapach pieczonej papryki - ciężki, dymny, oblepiające, on też był słodki, choć też zapowiadał smutek - rychły koniec lata i nieskrępowanych upływającymi godzinami dni.
Komentarze
Prześlij komentarz