Sara

 Czy potrafisz wyobrazić sobie, jak to jest nigdzie nie należeć? Uporczywie nie pasować. Nie będąc wyrzutkiem, ciągle stać z boku. Nie będąc przezroczystą, czuć się niewidzialną. Bo co z tego, że ktoś dostrzega kształt ust, albo zauważa kolor oczu, albo nawet rozpoznaje zapach skóry, skoro nie widzi nienaturalnej krzykliwości i buntu wydzierającego serce z piersi. Albo wpada w panikę, gdy po raz pierwszy zauważa problem, który miesiącami toczy się niczym kula śnieżna, po to by zaraz niczym lawina połknąć wszystko i wszystkich - bez znaczenia czy lubianych czy bliskich czy zupełnie nieznanych.

"Słodka jesteś". I choć inne nastolatki uznałyby to za komplement, to Sarę to zmroziło.  Z  ogoloną na zapałkę głową, w starym kombinezonie moro i martensach mogła o sobie powiedzieć wszystko, ale nie, że jest słodka.

Wieczór był ciepły. Było grubo po 22, powietrze pachniało kwitnącymi na szkolnym podwórku akacjami. Beton był nagrzany, ale wystarczająco przyjemny, by móc się na nim położyć i patrzeć w niebo. Bo choć dzielnica była dość dobrze oświetlona, to szkolne boisko wieczorami zatapiało się w ciemności. Ciężko grało się w kosza, ale miało to jedną zaletę - można było gapić się niebo i obserwować gwiazdy. A gdy gwiazd nie było, to wypatrywać migających światełek na górskich zboczach Skopskiej Crnej Gory.

Ciemność nadawała poczucie intymności miejscu, które na co dzień było agorą szkolnego życia. W nocy boisko było sceną dla pierwszych miłości, zazdrości i rozpaczy, pocałunków i pieszczot, gniewu i walki.

Daniel miał 15 lat. Miał jasne włosy i zimne, błękitne oczy. Był lubiany i popularny. No i uchodził za przystojnego. Prawdę mówiąc był śliczny. Typ szkolnego sportowcy ale też był miły i uprzejmy. No i uwielbiał Sarę. Zaczepiał ją niby mimochodem, gdy skulona siedziała na szkolnym korytarzu. Odprowadzał do domu, w końcu było to po drodze do mieszkania, w którym mieszkał z rodzicami a wieczorami wypatrywał na boisku. 

Lubiłam patrzeć na to, jak mijają się wzrokiem. Byłam też zazdrosna - Sara była moją jedyną przyjaciółką. Jedyną osobą, która znała moje marzenia. Zaglądałam jej w oczy, gdy z niedowierzaniem słuchała  o tym, jak opowiadałam jej, że kiedyś wyjadę ze Skopje. Że zostanę korespondentką wojenną i będę krzyczeć najgłośniej jak się da o tym, że kobieta nie jest wojną tylko jej największą ofiarą i ceną niespełnionych męskich ambicji.

Wściekała się na mnie. Przecież nie dalej jak rok temu skończyła się wojna obok. Jak mogłam marzyć by być choćby 200 km dalej, jak mogłam wypatrywać śmierci i mówić o niej z uwielbieniem. Ja też nie wiedziałam. Nie potrafię jednak zapomnieć to, co poczułam gdy po raz pierwszy zobaczyłam łuny wybuchów daleko w górach.

Tego wieczoru Sara była inna. W gniewie wstała i nazwała Daniela głupcem. Zaskoczyło mnie to. Przecież wcześniej, między jednym papierosem a drugim śmiała się, mówiła, że go lubi. Nabijała się ze mnie, gdy mówiłam jej o Salim, że to jeszcze bardziej szalone niż mój pomysł na życie i że skoro ja zakochałam się w najgorszym możliwym chłopaku w Mieście, to ona może umówić się dla równowagi z kimś porządnym. 

Tego wieczoru miało zmienić się wiele. Następnego dnia miał zacząć się nowy rozdział dla naszej paczki. Chwilę później mieliśmy wpaść do Czarnej Dziury, ale jeszcze nikt z nas o tym nie widział.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zaułek

Słodki